Literatura piękna

„Złodzieje bzu” – Hubert Klimko-Dobrzaniecki

Mimo dużej geograficznej i historycznej skali, na której osadzona jest akcja książki, jest to historia zaskakująco kameralna, opisująca w detalach życie prowincjusza, doświadczającego gwałtownego awansu społecznego. Pisarz snuje swą opowieść bez pośpiechu, pozwalając jej płynąć naturalnym rytmem, wplatając w nią niby mimochodem cały korowód barwnych, dystynktywnych postaci i kreśląc wiele smakowitych, nierzadko poetyckich scen, zostających w pamięci na długo po skończonej lekturze. Sporo tu ciężkich tematów, o których autor pisze imponująco, bez zadęcia, a często z błyskotliwą ironią. I choć nie każda książka musi kończyć się puentą, finał pozostawił mnie z uczuciem niedosytu, niespełnionej obietnicy bujnego zwieńczenia tej literackiej podróży.

Złodzieje bzu
Hubert Klimko-Dobrzaniecki
Noir sur Blanc, 2019
Komentarze