Inne

Największe czytelnicze rozczarowania roku

Czas by podsumować dobiegający końca rok. Na pierwszy ogień idą najsłabsze książki, które miałam wątpliwą przyjemność przeczytać w ubiegłych 12 miesiącach. Nie wszystkie z nich były opisywane na blogu, nie wszystkie są tegorocznymi premierami.

Poniżej znajdziecie siedem lektur, które z różnych przyczyn, rozczarowały mnie w tym roku najmocniej. Kolejność przypadkowa.

Długi marsz w połowie meczu – Ben Fountain
Nudna, męcząca, bezbarwna, a na dodatek sprawiająca wrażenie odrysowanej od starego, wypróbowanego już setki razy szablonu książka dla czytelników, których oczy nie więdną od pokracznie slangowej narracji i tych, którzy nigdy nie przeczytali ani nie obejrzeli nawet jednego dzieła o konflikcie zbrojnym i wciąż łudzą się, że wojna to piękna rzecz. Klisze, klisze, klisze.

Przeczytaj recenzję na blogu <<<

Piękna młoda żona – Tommy Wieringa

Czyta się szybko i nawet bez większych zgrzytów zębami, ale co z tego, jeśli cała historia jest miałka jak mąka? Kolejna lektura z serii wydumanych problemów pierwszego świata i bólu egzystencji mężczyzny w średnim wieku, który ma wszystko, a jednak nie znajduje spełnienia. Następny.

Przeczytaj recenzję na blogu <<<

Upiorna opowieść – Peter Straub

To miał być horror co się zowie. Niestety jedyne co było w tej książce przerażające, to straszliwie złe pisarstwo. Tandetna, wypełniona koszmarnie drewnianymi dialogami i powolną, nieciekawą akcją literatura grozy, od której ułomności włosy stają dęba.

Sorge – Aleksandra Zielińska

Wobec Zielińskiej miałam i wciąż mam duże oczekiwania, stąd też niemiłe zaskoczenie Sorge – książką, która zaczyna się obiecująco, ale później niejako grzęźnie, zapętla się w historii i gonitwie za nieustanną estetyzacją narracji, ostatecznie prowadząc czytelnika donikąd. Jałowo babrająca się w bólu lektura, która mnie wymęczyła, literacko, intelektualnie oraz emocjonalnie, wywołując wzruszenie ramion.

Przeczytaj recenzję na blogu <<<

Wędrowny Zakład Fotograficzny – Agnieszka Pajączkowska

Zrozumienie nad zachwytami tym dziennikiem wielkomiejskiej fotografki, która obserwuje polską prowincję z wzbudzającym uśmiech politowania oszołomieniem, nie przychodzi mi łatwo. Krzywdząca, łopatologiczna książka dla ludzi, których szokuje istnienie świata poza metropoliami.

Przeczytaj recenzję na blogu <<<

Turysta polski w ZSRR – Juliusz Strachota

Publikacja, którą przeczytałam ze względu na jej obecność w finale Nagrody Nike, a która okazała się jeszcze jednym dowodem na słabość polskich nagród literackich. Autoterapeutyczny dziennik z podróży po świecie zewnętrznym i wewnętrznym pewnego pyszałka, lepiej sprawdziłby się jako seria mniej lub bardziej błyskotliwych postów na Facebooku, niż jako pełnowymiarowa książka. Nie lubię ani takich ludzi, ani takich pisarzy.

Przeczytaj recenzję na blogu <<<

Powrót do Reims – Didier Eribon

To nie jest zła książka, ale jednak pompowany wokół niej szum i zachwyt, moim zdaniem tylko zrobiły krzywdę publikacji Eribona. Bardzo ostrożna quasi autobiografia, która trudniejsze tematy skrzętnie zbywa teoretyzowaniem i tyradą akademickich rozważań natury filozoficzno-politycznej. Dużo zalążków i pytań, bardzo niewiele satysfakcjonujących, szczerych odpowiedzi.

Przeczytaj recenzję na blogu <<<

Komentarze