Jak wszystkie poprzednie lata, rok 2017 obfitował w literaturę wybitną, przeciętną i złą. Na polskim rynku pojawiły się książki, o których szeptano, że są arcydziełami na miarę naszych czasów, że są ważne i wnikliwe… Pośród przeczytanych w tym roku pozycji wybrałam trzy, które choć kategorycznie nie stanowią najgorszej literatury, srogo mnie zawiodły, gdyż oczekiwania – z różnych względów – były wysokie.

Kolej podziemna. Czarna krew Ameryki – Colson Whitehead

Kiedy tę samą książkę poleca Barack Obama i Oprah Winfrey, wiedz że coś się dzieje. A co dokładnie? Whitehead napisał powieść na ważny temat, oddając głos tym, którzy głosu przez długi czas w Ameryce nie mieli. Wiadomym jest, że dziś nagradza się dzieła za poruszaną przez nie problematykę, nie zaś za kunszt i jakość wykonania. A ta u amerykańskiego pisarza nie jest najwyższa. Pomimo dramatycznej fabuły opisującej ucieczkę czarnoskórych niewolników ku wolności, Whiteheadowi udało się starannie wyprać całość z emocji, utrzymując skalę napięcia podobną zeszytowi ćwiczeń do historii, pozostawiając czytelnika obojętnym w stosunku do losów skądinąd nieciekawych bohaterów.
Przeczytaj recenzję <

Niksy – Nathan Hill

W przeciwieństwie do książki wspomnianej wcześniej, Hillowi na prawie 900 stronach udało się w niemałej części zaangażować uwagę czytelnika, głównie poprzez obietnicę, że akcja nabierze tempa. Amerykanin dysponuje dość nijakim, wybitnie rozwlekłym, anegdotycznym stylem, będącym powodem mojej frustracji i znużenia. Niksy przypominają wypuszczoną latem komedię romantyczną przy której z przyjemnością chrupie się popcorn, jednak istota filmu i jego treść wyparowują z głowy równie szybko jak zawartość papierowego kubełka.
Przeczytaj recenzję <

Swing Time – Zadie Smith

Swing Time to dla mnie najbardziej gorzkie rozczarowanie tego roku, gdyż twórczość Smith ogromnie cenię i lubię; do czasu ostatniej publikacji Brytyjka nigdy nie zawiodła moich oczekiwań. W tym właśnie tkwi problem: Swing Time to naprawdę niezła książka, ale pisarka wcześniejszymi dziełami zawiesiła poprzeczkę bardzo wysoko. Powieść próbuje ścisnąć i zmieścić w sobie dziesiątki wątków, postaci, problemów i dylematów. Problem stanowi także główna bohaterka, która nie jawi się jako specjalnie interesująca postać, a na dodatek daleko jej do niezależności, gdyż pisarka nie obdarowała jej własnym, oryginalnym głosem. Czuć wysiłek włożony w napisanie Swing Time i starania by stworzyć książkę wybitną. Cóż, nie tym razem, pani Smith.
Przeczytaj recenzję <

Komentarze